Zapasy towarów


  • 2020-01-07 11:42
 

Co roku, mniej więcej o tej samej porze, wielu naszych stałych odbiorców zastanawia się czy już czas na robienie wiosennych zapasów najczęściej rotujących towarów. Ale czy rzeczywiście jest nadal taka potrzeba? Postaramy się nieco przeanalizować to, co obecnie wymusza rynek, starając się odpowiedzieć na pytanie: czy to rzeczywiście jest nam wszystkim potrzebne?

Na przestrzeni ostatnich 20 lat rynek (nie tylko) motocyklowy zmienił się nie do poznania. Wielu mechaników pamięta jeszcze czasy, gdy właściwie wszystkiego brakowało. Ten kto spóźnił się z właściwą reakcją miał problemy z dostępem do akumulatorów, oleju czy filtrów. Wygrywał ten, kto na magazynie posiadał zapas na niemalże pół sezonu. Co ciekawe, nie trzeba było się nadto trudzić, bowiem po naszych drogach jeździło kilkanaście "topowych" modeli, które stanowiło  blisko 70% populacji wszystkich motocykli. Wystarczyło wówczas zatowarowić się w Motula 5100 10W40, kilka filtrów do Transalpa, Virago 535 i może do 2 modeli Suzuki. Na półce w serwisie królowało 6-7 modeli akumulatorów, kilka kompletów uszczelniaczy do przedniego zawieszenia, 2-3 klucze do świec i oczywiście DPR8EA-9 w niezliczonych wręcz ilościach. Tak wyglądał początek wieku w naszej branży.

A jak to wygląda teraz?

Przez ostatnie kilka lat systematycznie zbieramy dane zarówno o samych towarach, jak i modelach motocykli, które są przez warsztaty wybierane w naszym sklepie internetowym, celem wyszukania do nich części zamiennych. Wyniki nie przestają nas zaskakiwać. Można śmiało stwierdzić, że to się w głowie nie mieści jakie modele motocykli jeżdżą po naszych drogach! W dużym uproszczeniu, ale jednak bardzo się nie myląc należy stwierdzić, że w Polsce mamy obecnie do czynienia ze wszystkimi produkowanymi na świecie modelami wszelkich marek. Widać to przede wszystkim po towarach, które znalazły się na stałe w naszej ofercie. Bimota, Moto Guzzi, Gas Gas, Norton, Sherco, Victory nie są obecnie markami niszowymi. Sprzedaż części do nich rośnie lawinowo i nadal końca nie widać. Nie ma co nawet wspominać o motocyklach japońskich czy choćby BMW, które trzymają się bardzo mocno, ale mnogość modeli i rozwiązań potrafi przysporzyć o ból głowy nawet najbardziej doświadczonych mechaników.

Taki jest właśnie świat przełomu drugiej i trzeciej dekady XXI wieku. Nie jest łatwo ani mechanikom, ani hurtownikom, ani producentom części, ani (chyba przede wszystkim) samym klientom, którzy często są konfrontowani z niewiarygodnie wysokimi cenami zarówno części zamiennych jak i kosztami robocizny. Niejednokrotnie nie są oni w stanie zrozumieć skąd niektóre ceny się biorą i dokąd zmierza cały ten biznes. Mimo to popyt na nowe motocykle wciąż jest dość wysoki i nie widać, aby coś miało by stanąć na jego drodze. Zanim jedna nowość zdąży się dobrze zadomowić na rynku już w kolejnym roku pojawia się kolejna spychając tą poprzednią w niebyt. Zamienniki części oryginalnych, które niegdyś pojawiały się na rynku po 2-3 latach, teraz są dostępne już po 2-3 miesiącach. Co gorsza, nowe serie motocykli są (liczebnie) bardzo krótkie. Stosowane w nich rozwiązania niejednokrotnie są unikalne i nigdy nie pojawiają się w kolejnych modelach. Ta sytuacja jeszcze bardziej podraża produkcje zamienników, czyniąc naprawę bardziej kosztowną i wymagającą użycia specjalnych narzędzi (patrz np. BMW).

Jaki jest zatem sens tworzenia wiosennych zapasów? Naszym zdaniem ŻADEN.

Popatrzmy choćby na warsztaty samochodowe, które z tego typu dylematami zmagały się już 20 lata temu. Niemalże wszystkie one pracują obecnie na zerowych stanach magazynowych. Szybkie dostawy z dwóch lub trzech hurtowni rozwiązują wszelkie problemy, uwalniając warsztatowe budżety od niemałych obciążeń. Co wcale nie oznacza, że warsztat XXI wieku można założyć i prowadzić bezinwestycyjnie. Kluczem do sukcesu jest właściwe zarządzanie posiadanymi zasobami (przede wszystkim czasem) oraz planowanie rozwoju. Jeśli zaangażujemy posiadane środki w towar, nawet taki, który udało się nam nabyć z dodatkowym rabatem i będziemy go sprzedawać przez 3-5 miesięcy, to zabraknie nam środków na specjalistyczne narzędzia lub wypłatę dla dodatkowego mechanika, który wiosną może być na wagę złota. Trzeba też pamiętać o oczekiwaniach klientów co do odpowiedniego standardu warsztatu. Pamiętajmy, że klienci, którzy przyjeżdżają do warsztatu motocyklowego na co dzień „wizytują” warsztaty samochodowe, nierzadko z sieci ASO, więc mają porównanie standardu obsługi świadczonego w innych miejscach. Nikt nie oczekuje od małego warsztatu motocyklowego aluminowo-szklanej elewacji, szczupłej pani w recepcji, czy kącika zabaw dla maluchów, ale bez wątpienia czasy blaszanych garaży i klejącej posadzki od smarów w większości przypadków nie są do zaakceptowania dla posiadaczy motocykli, których cena rynkowa przekracza 60 tys. zł. Warto o tym pamiętać, szczególnie w okresie zimowym,  w którym jest nieco więcej czasu na drobne prace związane z wystrojem miejsca pracy.

Na zakończenie.

Nasz tekst nie ma na celu nikogo odwodzić od starych przyzwyczajeń. Ma jedynie skłonić do refleksji. Jego głównym celem miało być zwrócenie uwagi na niektóre kwestie, które mogą być niewidoczne podczas codziennej pracy. Zarówno dla nas jak i dla Was motocykle to nie tylko pasja, ale przede wszystkim sposób na realizację własnych, prywatnych planów. To wielkie szczęście, że udaje nam się pracować w zawodzie, który sprawia nam tak dużo satysfakcji. Zawodzie, w którym czujemy się specjalistami i nie musimy codziennie rano zakładać białej koszuli i krawata zgodne z najnowszymi trendami modowymi. To wielka wartość, o którą codziennie musimy się troszczyć. Wiemy, że nie jest łatwo i czasem można mieć wrażenie, że świat działa wyłącznie na naszą niekorzyść (kasy fiskalne, BHP, BDO itp.). Najważniejsze jest jednak to, że wiele z działających obecnie firm motocyklowych startowało niegdyś od marnej jakości skrzynki narzędziowej, przydomowego garażu i gotowej do wielkich wyzwań pary rąk. Jak to wygląda teraz? Aż miło popatrzeć…